21.01.2019

Nie ma porozumienia ws. dyrektywy o prawie autorskim. Sprzeciwiła się m.in. Polska

Prawo
  • Facebook Polub


W piątek zawieszono negocjacje w sprawie dyrektywy o prawie autorskim, pierwotnie zaplanowane na dzisiaj. Państwom członkowskim nie udało się osiągnąć porozumienia - przeciw zagłosowało 11 państw członkowskich, w tym Polska. - Nie ma mandatu do trilogu. Czekamy na kolejną propozycję prezydencji  - skomentował Paweł Lewandowski, wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego.

Ambasadorowie mieli wypracować konsensus w sprawie budzących największe emocje, artykułów 13 (wprowadza on obowiązek prewencyjnego weryfikowania treści pod kątem praw autorskich) oraz 11, który dotyczy tzw. praw pokrewnych dla wydawców prasowych (to artykuł przez przeciwników platformy nazywany na wyrost "podatkiem od linków") i nakłada platformy internetowe publikujące fragmenty informacji do zawarcia umowy licencyjnej od pierwotnego wydawcy. 

We wrześniu Parlament Europejski przyjął projekt dyrektywy, udzielając mandatu do podjęcia negocjacji trójstronnych (tzw. trilogue) i wyglądało na to, że zmiany, również te kontrowersyjne, przejdą.

W piątek okazało się jednak, że koalicja krajów, w tym Niemiec, Włoch, Belgii, Holandii i Polski, zablokowała porozumienie w sprawie artykułów: 11, 13 i 14. Oznacza to, że dyrektywa nie zostanie dzisiaj przyjęta, ale nie oznacza jej całkowitego odrzucenia. 

Dyrektywa o prawie autorskim w UE. O co chodzi?

Celem dyrektywy jest dostosowanie przepisów w zakresie prawa autorskiego do obecnych realiów, uwzględniających rolę internetowych gigantów. Firmy takie jak Google i Facebook przyciągają bowiem największe budżety reklamowe (odbierając je np. wydawcom prasowym) i zarabiają krocie na udostępnianiu treści, których nie tworzą.

Dyrektywa, popierana przez wielkie koncerny prasowe, ma w założeniu przywrócić równowagę między tech-gigantami a właścicielami praw autorskich. Przeciwnicy, w tym oczywiście Google, przekonują jednak, że "oczekiwania Parlamentu Europejskiego są nierealne"

(...) właściciele praw autorskich często nie zgadzają się co do tego, kto jest właścicielem czego. A jeśli oni nie mogą dojść do porozumienia, nie można oczekiwać, że rozstrzygną to otwarte platformy obsługujące treści.

Weźmy na przykład globalny hit "Despacito". Film ten obejmuje wiele praw autorskich, od nagrań dźwiękowych po prawa do publikowania. Mimo że YouTube zawiera umowy z wieloma podmiotami, niektórzy z właścicieli prawa pozostają nieznani. Ta niepewność oznacza, że musielibyśmy zablokować takie filmy, aby uniknąć odpowiedzialności zgodnie z artykułem 13. Pomnóżmy to ryzyko przez skalę, w jakiej działa YouTube, gdzie co minutę trafia ponad 400 godzin filmów. Potencjalne zobowiązania mogą być tak duże, że żadna firma nie będzie ryzykowała. 

- Susan Wojcicki, CEO YouTube

Google prowadzi kampanię #SaveYourInternet”, ale przeciw opowiadają się również Fundacja Mozilla, Wikipedia, Wykop, a także internetowi twórcy, którzy opublikowali list otwarty i wideo, w którym wyjaśniają swoje stanowisko. 

 

Głosów "za" też jednak nie brakuje. Europejskie Stowarzyszenie Wydawców Czasopism, Europejskie Stowarzyszenie Wydawców Gazet, News Media Europe, i polskie podmioty jak choćby "Dziennik Gazeta Prawna" czy "Parkiet" apelowały o przyjęcie zmian, przekonując, że Google - we własnym interesie - rozdmuchuje obawy związane z propozycjami zmian. W odpowiedzi na @SaveTheInternet powstała nawet, łudząco podobna, strona Razemdlaprawutorskich.pl, która apeluje o to, by "nie dać się otumanić przez gigantów".

Perspektywa przyjęcia zmian właśnie się jednak oddaliła i prawdopodobnie nie uda się jej przybliżyć przed eurowyborami.

 

Trwa zapisywanie komentarza
Dodaj komentarz Zaloguj się »
obrazek nieczytelny
wyślij